Leszek Baj
W Gazecie Wyborczej piszę od 2005 roku, głównie o transporcie kolejowym, lotniczym oraz o makroekonomii. Jestem absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
RSS
Blog > Komentarze do wpisu
Bankructwo Maléva - wolny rynek nie zna pustki

Piątkowe uziemienie węgierskiego narodowego przewoźnika lotniczego Malév pokazuje, że wolny rynek bardzo szybko zalepia dziury. Jeśli nagle spada raptownie ilość oferowanych połączeń, a ciągle jest na nie popyt, natychmiast znajdują się konkurencyjne linie lotnicze, która oferują swoje usługi pasażerom.

Malév ogłosił uziemienie swoich samolotów w piątek z samego rana. Długi węgierskiego przewoźnika przekroczyły 200 mln euro. Nie znalazł się żaden inwestor chętny do wyłożenia gotówki na ratowanie linii. Węgierski rząd też nie chciał już kusić losu i pompować pieniędzy w swoją firmę, bo i tak z tego powodu ma już na karku Komisję Europejską. Malév więc zbankrutował zostawiając tysiące pasażerów na lodzie. Ci, którzy kupili już bilety, mają pecha. Ale Węgrzy i mieszkańcy Budapesztu (Malév w stolicy Węgier miał bazę) nie muszą się martwić, że nie będą mieli połączeń ze światem. Reakcja konkurencyjnych linii lotniczych na bankructwo Maléva była bowiem natychmiastowa.

Irlandzki Ryanair, który w styczniu ogłosił, że od marca uruchomi 5 nowych tras z Budapesztu, w piątek podał, że otworzy dodatkowe ... 26 kierunków. Wizz Air z kolei ogłosił, że w marcu dostarczy dwa nowe samoloty na lotnisko w Budapeszcie zwiększając przepustowość o 66 proc. Linia liczy, że zwiększy dzięki temu liczbę przewożonych pasażerów z 1,4 mln do 2 mln (chodzi o sam Budapeszt). Inni przewoźnicy np. Lufthansa czy Air France zwiększają częstotliwość lotów lub dają większe samoloty na trasy do Budapesztu.

Jeszcze w piątek wydawało się, że katastrofa może czekać budapeszteńskie lotnisko, które opierało się głównie na węgierskim przewoźniku. Władze portu, które w piątek rano załamywały ręce, w trzy dni później ogłosiły, że ”jest życie po Malévie”. Zamiast linii, która miała problemy z regularnymi płatnościami (w Tel Awiwie obsługa lotniska odmówiła z tego powodu serwisu samolotu Maléva) swoją działalność w Budapeszcie rozszerzą linie lotnicze twardo stojące na nogach. Spadek przychodów lotniska w Budapeszcie jest nieunikniony, ale przy dobrym zarządzaniu kryzysowym wyjdzie ono z tego zamieszania z tarczą, a nie na tarczy.

Niestety prawa wolnego rynku nie oszczędzają ludzi. Pracę straci pewnie 2,6 tys. pracowników Maléva (choć może część z nich znajdzie zatrudnienie np. w Ryanair czy Wizz Air). Pytanie czy na prochach Maléva, który może poszczycić się 66 letnią tradycją, powstanie jakaś nowa linia, nieobciążona nadmiernymi kosztami poprzednika? Nawet jeśli tak się stanie, ciężko będzie jej zawojować rynek. Malév zdobywał go przez lata, a stracił w zaledwie kilka godzin.

poniedziałek, 06 lutego 2012, leszekbaj